Moja Warszawa

Ostatnio dzieci były przez dwa dni u dziadków, a mąż w pracy. Jako, że mam urlop, wybrałam się na spacer po Warszawie. Dziś chciałam Wam pokazać Warszawę, jaką lubię. Cichą, spokojną, nieco zapomnianą.

Swój spacer zaczęłam od starego kampusu Uniwersytetu Warszawskiego– jednej z najstarszych uczelni na terenie Polski. UW powołany został w 1816 roku.

Na terenie kampusu pierwszą połowę swojego życia spędził Fryderyk Chopin. Mieszkał z rodzicami i siostrami na II piętrze gmachu prorektorskiego.

W sercu kampusu mieści się Auditorium Minus- budynek, który dawniej służył jako biblioteka. Został wzniesiony w 1894 roku. Był ( jak na tamte czasy) bardzo nowoczesny, ponieważ biblioteka zdołała pomieścić 750 tys. woluminów.

Tuż obok swym ogromem zachwyca klasycystyczny Pałac Kazimierzowski. Niegdyś był budowlą barokową i pierwotnie byłą to prywatna rezydencja ostatniego z dynastii Wazów- Jana Kazimierza oraz jego żony- Ludwiki Marii Gonzaga. Kiedy w połowie XVII wieku rozpoczął się potop szwedzki, najeźdźcy nie tylko zrabowali całe wyposażenie pałacu, ale zaczęli wyrywać nawet ramy okienne, portale, zabierać wszystkie kamienne elementy, które znajdowały się w ogrodzie przypałacowym. Cały łup zapakowali na szkutę, którą mieli przewieźć zrabowane mienie na brzeg Bałtyku, a stamtąd dalej do Szwecji. Szczęście w nieszczęściu, że szkuta zatonęła zaledwie kilka kilometrów od pałacu i dopiero kilka lat temu jej ładunek został odnaleziony i wydobyty z dna Wisły przez archeologów UW.

Miejscem, które mnie absolutnie zachwyciło, a którego nigdy wcześniej nie widziałam, jest Sala Kolumnowa (Sala Malachitowa- od koloru kolumn). To pierwsze w dziejach Polski wnętrze wzniesione specjalnie na potrzeby szkoły artystycznej.

Kilkaset metrów od kampusu UW mieści się ulica Karowa, a na niej wiadukt Stanisława Markiewicza. Neorenesansowy wiadukt powstał w latach 1902–1905. Poznanie historii wiaduktu jest trudne ze względu na to, że materiały dotyczące obiektu, znajdujące się w aktach wydziału technicznego magistratu miasta Warszawy, uległy całkowitemu zniszczeniu w czasie powstania warszawskiego, kiedy spłonęły w Arsenale wraz z archiwum.

Wiadukt Markiewicza zdobią kompozycje rzeźb Jana Woydygi. Zjeżdżający na Powiśle oglądają piękną młodą Syrenę. W centralnej części wiaduktu umieszczono kompozycję rzeźbiarską: kobieta w koronie z miejskich murów symbolizuje Warszawę, w jednej dłoni trzyma księgę, w drugiej – atrybuty nauki i sztuki. Obok siedzi wąsaty siłacz z kołem zębatym i mieczem – to alegoria pracy. Nad nimi, na kamiennej kolumnie ozdobionej wieńcem – oznaką chwały – płonie znicz symbolizujący oświatę. Groźnie wyglądający mężczyzna z falującą mokrą brodą i włosami to Wisła.

Z Karowej poszłam na Plac Piłsudskiego. Dawniej był on dziedzińcem nieistniejącego już Pałacu Saskiego. Dziś to miejsce najważniejszych wydarzeń i uroczystości wagi państwowej. Mieści się tutaj Grób Nieznanego Żołnierza– jego celem jest zachowanie w pamięci wszystkich poległych w walce o niepodległość Polski. Na terenie placu znajdziecie również Pomnik Ofiar Katastrofy Smoleńskiej- kontrowersyjną budowlę w kształcie schodów donikąd, która powstała mimo protestów społecznych.

Opuszczając Plac Piłsudskiego skierowałam się na Plac Teatralny, nad którym góruje gmach Teatru Wielkiego.

Naprzeciwko Teatru Wielkiego mieszczą się trzy wspaniałe budowle: kościół św. Brata Alberta i św. Andrzeja Apostoła (odbudowany w 1999 roku po wojnie), XVIII- wieczny neorenesansowy Pałac Jabłonowskich oraz XVIII- wieczny wczesnoklasycystyczny Pałac Blanka.

Kościół św. Brata Alberta i św. Andrzeja Apostoła
Pałac Jabłonowskich
Pałac Blanka

Z Placu Teatralnego poszłam na Plac Zamkowy. O 10 rano na Starym Mieście były pustki. W centralnej części Placu Zamkowego wznosi się kolumna Zygmunta III Wazy. Monument został wzniesiony w latach 1643–1644 z fundacji Władysława IV Wazy według projektu Augustyna Locciego i Constantino Tencalli. Pierwsza kolumna powstała w 1644 roku ze zlepieńca zygmuntowskiego. Uszkodzona została podczas potopu szwedzkiego. Druga kolumna powstała z granitu w 1885-89 roku i przetrwała aż do powstania warszawskiego w 1944 roku. Obecna kolumna pochodzi z granitu strzegomskiego i wykonano ją w 1948 roku. Dwa poprzednie trzony kolumny leżą pod Zamkiem Królewskim (od strony Trasy W-Z). Możecie ich dotknąć i zobaczyć spękania.

Zamek Królewski w Warszawie pierwotnie był rezydencja książąt mazowieckich, a od XVI wieku siedzibą władz I Rzeczypospolitej: króla i Sejmu (Izby Poselskiej i Senatu). Przez wojenne zawieruchy na przestrzeni kolejnych stuleci niejednokrotnie był niszczony i ograbiany. Jednak najpoważniejszych zniszczeń doznał podczas II wojny światowej. W 1939 roku został spalony i ograbiony przez Niemców, a w 1944 roku zrównany z ziemią. Rekonstrukcja zamku została przeprowadzona już po zakończeniu wojny, w latach 1971–1984 i kierował nią Obywatelski Komitet Odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie.

Moim ukochanym zakątkiem warszawskiej Starówki jest ul. Kanonia, ul. Dawna, ul. Celna i Kamienne Schodki.

Kanonia
ul. Dawna
ul. Celna
Kamienne Schodki

Z warszawskim Starym Miastem wiąże się legenda o Bazyliszku.

Dawno dawno temu w piwnicach jednej z kamienic przy ulicy Krzywe Koło mieszkał straszliwy stwór zwany Bazyliszkiem. Był to ogromny zwierz, ze skrzydłami jak nietoperz i krokodylim ogonem. Ciało miał pokryte łuską, a łapy zakończone ostrymi pazurami. Jednak najgorsze było jego spojrzenie – na kogo skierował swój wzrok, ten zamieniał się w kamień.
Bazyliszek był też bardzo uciążliwy dla mieszkańców Warszawy. W dzień spał, ale w nocy niszczył wszystko co napotkał na swojej drodze, wzniecał pożary, burzył mury, zabijał i zjadał zwierzęta.
Co jakiś czas pojawiał się śmiałek, który uzbrojony w miecz i tarczę próbował zgładzić potwora, ale zawsze kończyło się to tragicznie. Chojrak stawał się kolejnym kamiennym posągiem. Pewnego dnia do miasta przybył wędrowny krawczyk. Chłopak był drobnej postury, nie miał broni, o walce wiedział tyle co nic, za to miał wielkie serce i hart ducha. Gdy usłyszał, co się dzieje w Warszawie, postanowił pomóc.

Ludzie bardzo się dziwili, że taki zwykły chłopak porywa się na tak wielkiego zwierza. Przecież więksi, zaprawieni w boju rycerze nie podołali zadaniu, a on? Cóż on może? Krawczyk miał jednak plan. Wziął ze sobą największe lustro jakie znalazł i ruszył.

W piwnicy panował półmrok i bałagan. Chłopak musiał bardzo uważać, aby nie narobić zbędnego hałasu i nie zbudzić Bazyliszka przedwcześnie. Gdy szedł korytarzami zobaczył, że stwór zgromadził tam niemałe bogactwa oraz zrozumiał jak wielu ludzi próbowało zgładzić bestię. Widok ten napełnił go strachem, jednak chłopak szedł dzielnie naprzód . Stanął na progu komory, w której spał zwierz, wyciągnął przed siebie lustro i kopnął w stojącą obok metalową bańkę na mleko. Bazyliszek obudzony hałasem zerwał się na równe nogi, podniósł łeb i… skamieniał. Zobaczył bowiem w lustrze własne odbicie i spojrzenie.

Krawczyk z emocji wypuścił z rąk zwierciadło, które rozprysło się na wiele kawałków, a każdy z nich odbijał promienie słońca wpadające przez małe, podsufitowe okienko. W pomieszczeniu zrobiło się jasno, a wszystkie posągi na powrót stały się żywymi ludźmi.

Łzom szczęścia i ogólnej radości nie było końca. Wszyscy mieszkańcy Warszawy odetchnęli z ulgą i chcieli podziękować swojemu wybawcy jednak okazało się, że krawczyka już nie było, poszedł dalej w swoja stronę…

Źródło: https://warsawtour.pl/legenda-o-bazyliszku/

Dotarłam do Barbakanu, wzniesionego w 1548 roku jako element warszawskich murów obronnych. W chwili jego wybudowania już nie spełniał swojej roli. Tylko raz bronił Warszawy- podczas potopu szwedzkiego. Odbudowano go w latach 50-tych XXX wieku, już po wojnie. Lubię Barbakan ze względu na jego malownicze położenie. Wspaniale komponuje się z kolorowymi kamienicami ulicy Mostowej.

Swój spacer po Starym Mieście zakończyłam na Rynku. W sercu Rynku znajduje się pomnik warszawskiego syrenki. Kamienice dawnych warszawskich mieszczan charakteryzują się nadbudowanymi kondygnacjami ponad poziomem dachu.

Spod Starego Miasta przejechałam tramwajem na drugą stronę Wisły i udałam się do soboru metropolitalnego Świętej Równej Apostołom Marii Magdaleny. Cerkiew powstała w 1868 roku na planie krzyża greckiego i jest przykryta pięcioma kopułami. Jest to jedna z dwóch cerkwi prawosławnych w Warszawie (druga to cerkiew Jana Klimaka na Woli).

Do końca XIX w. w cerkwi prowadzono prace zdobnicze. Złoceniami zajmował się Sieriebriakow. Plany ikonografii oraz same freski wykonali akademicy: Wasiliew i Winogradow. W ołtarzowej absydzie umieszczono zachowany do dziś jedyny fresk Wasiliewa „Ostatnia Wieczerza”, nad którą widnieje postać Boga Ojca. Pozostałe 27 fresków wykonał Winogradow. Naczynia liturgiczne, między innymi z czystego srebra, wykonał Sazikow. Głównym elementem wystroju wnętrza jest pozłacany ikonostas. Zachował się on w prawie niezmienionej formie. Ikony do niego wykonał Wasiljew. Wszystkie ikony mają ponad dwa metry wysokości.

Tym akcentem zakończyłam mój dzisiejszy spacer po Warszawie, jaką kocham. Mam nadzieję, że spacer ten zainspiruje Was do szukania swoich magicznych miejsc w Warszawie. Jeśli takie macie, podzielcie się nimi w komentarzu pod postem.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *